Godzina, która rozstrzyga rentowność kontraktu.
Czyli Roboty dodatkowe i zamienne – kiedy wykonawca ma prawo do dodatkowego wynagrodzenia? Część pierwsza.

Roboty idą pełną parą. Harmonogram napięty. Jak zwykle.

Wtem koparka zatrzymuje się o wpół do ósmej. Łyżka wchodzi na trzydzieści centymetrów i staje. Operator próbuje jeszcze dwa razy, schodzi z maszyny i mówi kierownikowi to, co obaj już wiedzą: pod nasypem jest lita skała, a w dokumentacji geologicznej nie ma o niej ani słowa.

Od tej chwili do zamknięcia sprawy miną może dwa lata.

O jej wyniku rozstrzygną najbliższe dwa dni.

Wykonawcy zwykle sądzą, że spór o roboty dodatkowe rozstrzyga się przy stole negocjacyjnym, kiedy zakres jest już wykonany i policzony. Wtedy wystawia się tylko rachunek za decyzje podjęte wcześniej, często przez brygadzistę, który nie miał pojęcia, że je podejmuje.

Pierwsze pytanie brzmi: czy to w ogóle jest robota dodatkowa?

Odpowiedź nie leży w tym, czy ktokolwiek się jej spodziewał ani w tym, ile kosztuje. Leży w dokumentach kontraktowych. Leżała tam od początku.

Punktem odniesienia jest projekt, nie przedmiar.

Jeżeli robota wynika z rysunku, opisu technicznego albo specyfikacji, a wypadła z zestawienia ilościowego, przy ryczałcie po prostu trzeba ją wykonać. Kodeks cywilny mówi to wprost w art. 649: w razie wątpliwości poczytuje się, że wykonawca podjął się wszystkich robót objętych projektem stanowiącym część składową umowy.

Przedmiar jest narzędziem wyceny, nie granicą zobowiązania.

Regułę tę da się obalić, ale nie zdaniem: „przecież tego nie było w przedmiarze”.

Obala się ją na kilka sposobów, na przykład poprzez wykazanie, że dana robota rzeczywiście wykracza poza zakres objęty projektem lub dokumentacją kontraktową.

Przy formule zaprojektuj i wybuduj ta reguła nie działa, ponieważ w dniu podpisania umowy projektu jeszcze nie ma. Granicę zobowiązania wyznacza program funkcjonalno-użytkowy.

Wszystko, co przy zachowaniu należytej staranności można było przewidzieć jako niezbędne do osiągnięcia opisanej funkcji, mieści się w ryczałcie – nawet, jeżeli nikt tego nie narysował. Wykonawca bierze na siebie sposób osiągnięcia celu. Nie bierze skutków tego, że sam cel opisano wadliwie, ponieważ program pisze zamawiający i to on odpowiada za opis jednoznaczny i wyczerpujący.

To właśnie jeden z powodów, dla których zagadnienie ryczałt a roboty dodatkowe budzi tak wiele sporów.

Wróćmy do skały.

Zanim ktokolwiek napisze pierwsze pismo, trzeba sprawdzić trzy rzeczy.

Co mówiła dokumentacja geologiczna przekazana w przetargu,

Co mówił opis przedmiotu zamówienia o warunkach gruntowych i o tym, kto ma je rozpoznać.

Czy umowa zawiera klauzulę o odmiennych warunkach fizycznych.

Trzy dokumenty – godzina pracy – a różnica w wyniku bywa siedmiocyfrowa.

Unikamy czasochłonnego sporu dotyczącego robót dodatkowych PZP

A potem zaczyna się prawdziwa przygoda.

Warto jednak ją rozpocząć właściwie, ponieważ alternatywą jest często wieloletni spór sądowy, mogący trwać nawet 6 lat, podczas którego nikt nie pamięta już przebiegu zdarzeń, a przemawiają wyłącznie dokumenty.

Udostępnij:
Podobne wpisy
Przetargi 360 to kompleksowa usługa pozwalająca zwiększyć ilość wygranych postępowań przetargowych.
Zapisz się do newslettera
Social Media

Przetargi360 © 2026. Wszystkie prawa zastrzeżone. Realizacja: SEM Strategy